Cezary Zbaraszewski - wspomnienia o wrześniu 1939

cezary zbaraszewski 1911 1

We wrześniu 2007 r. Pan płk dr Andrzej Wesołowski przygotowując  książkę o 84. Pułku Strzelców Poleskich, w którym służył por. rez. Cezary Zbaraszewski (1911-1994) natrafił na moją stronę internetową. Dzięki uprzejmości autora m.in. książki "Szczerców - Góry Borowskie", który udostępnił korespondencję z 1973 r. mam możność przedstawienia relacji por. Cezarego Zbaraszewskiego dotyczącej września 1939 r. 

 

 

 

Cezary Zbaraszewski urodził w 1911 r. w Płotnicy, pow. Stolin, w ówczesnym województwie poleskim. W 1933 r. ukończył Szkołę Podchorążych Rezerwy w Słoninie, a stopień oficerski uzyskał 1 I 1936 r.

Relacja ppor. rez. Cezarego Zbaraszewskiego z 23.12.1973 r. - dowódcy kompanii gospodarczej 84 pułk Strzelców Poleskich z Pińska

Do momentu mobilizacji pracowałem w Starostwie Drohiczyn Poleski w charakterze agronoma i ewidencyjnie należałem do 78 p.p., jako dowódca plutonu c.k.m. w Baranowiczach. W połowie sierpnia 1939 r. otrzymałem kartę powołania do 84 p.s.pls. w Pińsku na dowódcę kompanii gospodarczej, następnie zostałem odkomenderowany do pierwszego rzutu pułku, który był już na granicy zachodniej Rzeczypospolitej Polskiej m.p. pułku Kurnos. Rozkazem pułkowym por. Albert Stojanowski za przewinienia służbowe, został zawieszony w czynnościach, a ja po nim objąłem dowództwo kompanii gospodarczej. Było to w dniach około 20 VIII 1939 r.

cezary zbaraszewski 1911 2

Dane dotyczącej kompanii gospodarczej pułku

To co pamiętam, stan kompanii gospodarczej liczył ponad 200 ludzi, stan osobowy:
a) dowódca kompanii gospodarczej – oficer
b) zastępca dowódcy kompanii gospodarczej – oficer
c) lekarz pułkowy – oficer
d) kapelmistrz - oficer
e) szef kompanii gospodarczej - st. sierżant
f) dowódcy poszczególnych sekcji - podoficerowie – ilu nie pamiętam
pododdziały – orkiestra
- krawiecki
- szewców
- kucharzy
- kowali
- rymarzy
- woźnice i tabor kompanijny, czy jeszcze jakieś inne pododdziały wchodziły w skład kompanii nie przypominam.
Tabor pułkowy ilu było oficerów, wozów konnych i pojazdów mechanicznych nie pamiętam, wiem tyle, że stan techniczny pojazdów konnych był średni, przydatność do działań w wojnie była mała, za wolno poruszał się w terenie i łatwo był zauważany przez lotnictwo nieprzyjaciela. Pojazdów mechanicznych wiele nie było. Kolumna taboru po rozwinięciu się na drodze miała grubo ponad 2 km długości.

 Udział w wojnie

1939

W dniu 30/31 VIII 1939 r. wyruszyliśmy z m.p. pułku w kierunku zachodniej granicy w rejon Działoszyn – Dylów. Pewien nie jestem, ale zdaje mi się, że część taboru pułkowego pozostawiono na planowanej linii obrony nad rzeką Widawką i nie brało udziału nad rzeką Wartą.
W dniu 1 IX 1939 r. w rannych godzinach Niemcy zaatakowali z powietrza i ziemi. Oddziały nasze od wczesnych godzin toczyły ciężkie walki obronne nad rzeką Wartą w rejonie Działoszyna. Pod wieczór zarządzono odwrót na stałe pozycje obronne. Nasze oddziały miały już rannych i zabitych. Miejsce postoju kompanii gospodarczej nad rzeką Widawką nie przypominam sobie, gdzie się znajdowało. Od 2-5 IX 39 r. straty nasze w kompanii gospodarczej były nieduże. Zaopatrzenie tyłowe i sanitarne było bardzo małe z powodu sparaliżowania komunikacji kolejowej i taborowej przez lotnictwo niemieckie. 
W dniu 5 IX 1939 r. zarządzono odwrót taboru pułkowego i kompanii gospodarczej z głównej linii oporu z nad rzeki Widawka w godzinach popołudniowych kierunek przez miejscowości Dłutów, Brzeziny, Skierniewice, w tym odwrocie nasze tabory poniosły znaczne straty przez ciągłe naloty samolotów bombardujących i ostrzeliwanie z broni pokładowej, przez co kolumna taboru byłą często rozrywana na grupy i rozpraszała się i gubiła, którą nie tak łatwo było pozbierać. Do ochrony kolumny taboru był wyznaczony pododdział liniowy, prócz tego tabor posiadał własną broń, jak k.b. i r.k.m.
W dniach około 10/11 IX 39 r. z lasów spod Żyrardowa pod dowództwem kpt. Krysiaka część ocalałego taboru pułkowego i kompanii gospodarczej wyruszyła w kierunku Warszawy przez miejscowości Żyrardów, Błonie, Leszno. W pierwszej wersji mieliśmy iść w kierunku Nowy Dwór do Modlina, ale na skutek dużego obstrzału ciężkiej artylerii szosy wiodącej do Nowego Dworu – skierowaliśmy się do Warszawy. Miejsce postoju w Warszawie kompanii gospodarczej i taboru prawdopodobnie w Łazienkach Warszawy – byliśmy około 2-3 dni. Po reorganizacji skierowano nas z dużą grupą wojska i oficerów do Modlina, dotarliśmy 15/16/IX 39 r. M.p. kompanii gospodarczej i taboru Kazuń Niemiecki i Kazuń Polski.
W Modlinie byliśmy na przedpolu twierdzy, walki toczyły się bez przerwy dzień i noc, aż do chwili kapitulacji, były codzienne kilkakrotne naloty lotnictwa bombardującego, na przemian ogień ciężki artylerii i na różnych odcinkach natarcia niemieckiej piechoty, która w ogniu naszych oddziałów załamywała się i wycofując się pozostawiała na polu walki zabitych i rannych.

Ponosiliśmy straty przeważnie przez bombardujące lotnictwo niemieckie i z ostrzału ciężkiej artylerii.
W dniu 20 IX 39 r. przez obstrzał ciężkiej artylerii niemieckiej ciężki pocisk trafił punkt sanitarny w Kazuniu Niemieckim zabijając por. Józefa Rewerskiego, sanitariusza, z orkiestry Orbic, Wróbel i jednego rannego, którzy w tym momencie byli na punkcie sanitarnym. Zostali pochowani w tymże leju. Miejsce – sad byłego Niemca rolnika Agnes Bareel. A w dniu 26 IX 39 r. przez bombardowanie lotnicze kompania gospodarcza poniosła straty w zabitych – plut. Sierpkowski Edward urodz. 1902 r. w Pińsku, Czajkowski Roman ur. 1911 r., Rewenko Jakub ur. 1910 r., Szpakowski Leon ur. 1912 r., Kudzielies pow. Pińsk, Mikołaj Szołomicki, Grzegorz Szołomicki i rannych 16 osób, w tym szef kompanii gospodarczej Zygmunt Tyzenhaus.84ps

Po kapitulacji Modlina Niemcy wszystkich oficerów wywieźli do przejściowego obozu jenieckiego w Działdowie. Po zwolnieniu nas z obozu w Działdowie znaleźliśmy się w mająteczku Raki w okolicach Ciechanów – Płońsk. Tu mieliśmy zamiar zakupić sobie cywilne ubranie. Ludność cywilna zawiadomiła gestapo o naszym pobycie, to jest kpt. Tomaszewski i jego syn podchorąży, por. Stojanowski i ja. W godzinach popołudniowych otoczyli dom i wpadli do środka, ja pierwszy zauważyłem gestapo, ostrzegłem por. Stojanowskiego i podchorążego. ”Chowajcie się idą Niemcy, bo nas widzą”. Zbiegli do piwnicy i ukryli się, a mnie i kapitana zabrali i wywieźli do Prezlau.
O dalszych losach nie wiem, że miał być zdegradowany – nieprawda.

 

Sztandar 84 p.s.pls.


Podczas działań wojskowych sztandar znajdował się przy dowództwie pułku. Czy w Modlinie był – prawdopodobnie tak. Czy miał być spalony czy schowany nie pamiętam. Wersja była jakoby spalony. Na ten temat mógłby wiele powiedzieć ks. Jan Zieja – kapelan pułkowy. Jest wykładowcą Wyższej Szkoły Duchownych.

Nastroje Wojska Polskiego w pierwszych dniach wybuchu wojny

Morale i nastroje były dobre, żołnierz był zdyscyplinowany, liczył i mocno w to wierzył, że główne siły armii polskiej nadejdą i Niemców zatrzymają, a sojusznicy Francja i Anglia uderzą od zachodu i wspólnymi siłami wroga zniszczymy. Tak łudziliśmy się do czasu 5-6 IX 39 r. Zrozumieliśmy później, że pozostaliśmy bez żadnej pomocy, pomimo to żołnierz chciał walczyć i nie rezygnował z dalszej walki.

Ludność cywilna we wrześniu 1939 r.

Ludność cywilna byłą mocno wystraszona, V kolumna na tyłach wojska szerzyła złe wieści, że wojsko niemieckie morduje ludność, obcina ręce, uszy, oczy, a niektóre wsie wyrzyna w pień i wsie pali. Przez co ludność gremialnie porzucała domy i uciekała na wschód, drudzy na zachód, tak byli zdezorientowani. Drogi były zatłoczone uciekinierami, a lotnictwo niemieckie dosłownie pastwiło się nad nimi, bombardując i ostrzeliwali z broni pokładowej przez co dużo było zabitych kobiet, dzieci, starców, koni, bydła itd. W opustoszałych wsiach tylko psy wyły, ani jednej osoby nie spotykano. Widziałem taki obrazek, jak się nie mylę w miejscowości Kluki, wiele leżało osób zabitych – wśród nich była matka zabita, a przy niej małe dziecko płaczące, szarpało matkę i wołało „wstawaj mamusiu” i zanosiło się od płaczu. Widząc to zabrałem to maleństwo, przekazałem dla pierwszej napotkanej niewiasty, prosząc ją by zaopiekowała się tą mała sierotą.

Dywersja niemiecka (V Kolumna)

Jak się nie mylę, to było na rzece Widawce. Był most i przy tym młyn opuszczony przez właścicieli na skutek działań wojennych. Za rzeką stała nasza artyleria i ostrzeliwała Niemców. Niemcy szybko wykrywali stanowiska naszej artylerii i celnie bili do niej. Za każdą zmianą stanowisk naszej artylerii Niemcy dokładnie bili do niej. Jak się okazało siedział w młynie Niemiec cywil. Miał przy sobie radiostację i dokładnie określał stanowiska naszych oddziałów. Przypadkowo przechodząc przez most zauważyłem, że w młynie ktoś jest i z kilkoma żołnierzami wpadłem do środka. W pierwszej chwili nikogo nie znaleźliśmy, stanowczo rozkazałem lepiej szukać, gdyż musi tu być, bo wiedziałem. Po dokładnym szukaniu, zwęszyliśmy dwóch Niemców z radiostacją. Przekazaliśmy ich do dowództwa.
Wiele było miejscowości, że dywersanci ostrzeliwali nasze tabory, jak również pojedyncze strzały z ukrycia.
W lasach przed Skierniewicami nasz tabor posuwał się szosą prowadzącą do Skierniewic – z boku na polanie widzę jest dużo wojska, część bez broni – podchodzę bliżej i pytam się żołnierzy co tu jest. Odpowiadają, że oficer nawołuje, żeby wracali do domów. Podchodzę bliżej i słyszę te słowa – żołnierze wracajcie do domów, wojna skończona – oficerów nie słuchajcie, rzucajcie broń, a ci co nie słuchają wojsko niemieckie po uchwyceniu wszystkich rozstrzelają. Słysząc to wyciągnąłem nagan i ze swoimi żołnierzami rozbroiłem tego kapitana. Powiedziałem, że za taką propagandę, sąd polowy skarze na rozstrzelanie. W tym momencie lotnictwo niemieckie nadleciało i zaczęli bombardowanie i ostrzeliwanie z broni pokładowej naszej kolumny. Skoczyliśmy do rowu, a do kapitana mówię: „w razie ucieczki strzelam bez ostrzeżenia”. Nagle zerwał się i skoczył w krzaki, otworzyłem ogień – nie trafiłem, dosiadłem konia i pośpieszyłem za nim. Niestety uciekł. W tym czasie nadjechały czołgi i piechota niemiecka i zostałem odcięty od swoich. 
Przez 2 dni błąkałem się po lesie sam, szukając polskich oddziałów, ale gdy głód stawał się dotkliwy, wyjechałem z lasu i napotkałem kolonię. Wszędzie było cicho, wjechałem do pierwszej chałupy. W stodole na klepisku leżał wymłócony owies a pod ścianą stały karabiny przykryte plandeką. Tam zostawiłem konia, a sam wyszedłem szukać ludzi. Wyszedł barczysty chłop i kazał mi wynosić się i wyprowadzono konia. Z akcentu poznałem, że to był Niemiec. Wyciągnąłem szybko pistolet i kazałem mu stanąć pod ścianą. Wyskoczyła kobieta i zawołała: „mein Gott”. Nie miałem już wątpliwości, gdzie wpadłem. Mając broń i granaty, kazałem kobiecie przynieść coś do zjedzenia. W tym momencie doszły moich uszu pojedyncze odgłosy i szmery w sąsiednim zasieku, szybko zajrzałem tam, a tam było kilkunastu Niemców. Wyciągnąłem granat, zagroziłem im i rozkazałem paść na ziemię, bo w przeciwnym razie zginą wszyscy. Gwizdnąłem i powiedziałem, że za parę minut będzie tu oddział kawalerii, jeżeli mnie coś by się stało zginą wszyscy a cała kolonię spalą. Sam powoli wskoczyłem na konia, chwyciłem przyniesiony chleb i powoli wyruszyłem za bramę. Zimna krew uratowała mnie od śmierci. Dalej jechałem przez las. W pewnej chwili naprzeciwko mnie wyszło pięciu cywili uzbrojonych. Kazali mnie zsiąść z konia, oddać broń, konia. Zsiadłem, zbliżyłem się do nich i przez zaskoczenie szybko kazałem rzucić broń i rozbroiłem. Błyskawiczna decyzja i opanowanie znowu było moim ratunkiem. Byli to prawdopodobnie Niemcy dywersanci – po polsku mówili. W tymże dniu pod wieczór dostałem się do swojego oddziału. 

Źródło: ankieta do relacji na temat udziału w kampanii wrześniowej 1939 r. udostępniona przez płk dr Andrzeja Wesołowskiego.